Byli pracownicy Banku Handlowego oskarżają fiskusaAutor: Gazeta Wyborcza (2005-12-22 14:27)
Pani Krystyna powiesiła się w kotłowni swojego domku. - Zrobiła to, bo nękał ją urząd skarbowy - mówią przyjaciele zmarłej
- To morderstwo w majestacie prawa - nie przebierają w słowach byli pracownicy Banku Handlowego, którzy nie mogą pogodzić się ze śmiercią swojej koleżanki. Samobójczyni była jedną z 1400, byłych pracowników tego banku, na których - jak sami twierdzą - fiskus urządzał ostatnio istne nagonki.
Pani Krystyna mieszkała w jednej z podzielonogórskich gmin. Osierociła czwórkę dzieci. Wczoraj odbył się jej pogrzeb. Rodzinie zostawiła przygotowany zestaw dokumentów do załatwienia po jej śmierci. Wśród nich były papiery dotyczące sprawy akcji pracowniczych. Rodzina i znajomi twierdzą, że to właśnie popchnęło ją do samobójstwa.
W 1997 r. ponad 4 tys. pracowników Banku Handlowego nabyło akcje banku na preferencyjnych zasadach po 4 zł każda. Średnio po ok. 800 akcji. Dwa lata później sprzedali je na giełdzie, nie płacąc podatku od uzyskanych dochodów. Pracownicy przekonują, że akcje nabyli w ofercie publicznej, a to oznacza, że nie musieli płacić podatku (taki zapis funkcjonował w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych do końca 2003 r.). Powołują się m.in. na zapisy w prospekcie emisyjnym oraz na stanowisko Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (KPWiG), które stwierdzają, że pracownicy Banku Handlowego nabywali akcje w ofercie publicznej. Innego zdania jest jednak fiskus. Twierdzi, że nie była to oferta publiczna i należy się podatek. Ostatnio pracowników poparł Rzecznik Praw Obywatelskich, a ostatnio nowy minister skarbu Andrzej Mikosz, który podpisał zaświadczenie, że akcje były w ofercie publicznej.
Sprawa ciągnęła się od kilku lat, ale dopiero we wrześniu zaczęła nabierać tempa. Wtedy to naczelnik I Urzędu Skarbowego w Warszawie otrzymał pismo od prezesa domu maklerskiego z listą osób, które w 1999 r. sprzedały akcje. Stamtąd lista trafiła do urzędów skarbowych w całym kraju, a te masowo i w pośpiechu wszczynały postępowania o zapłatę podatku razem z karnymi odsetkami. Wszystko przez to, że sprawa przedawnia się z końcem roku.
Dla pracowników rozpoczęła się prawdziwa gehenna. Musieliby zapłacić fiskusowi więcej niż uzyskali ze sprzedaży akcji. Niektórzy twierdzą, że nawet po 100 tys. zł. Wczoraj "Gazeta" pisała, że Ministerstwo Finansów ostatecznie wycofało się z ubiegania się o odsetki, ale mimo to byli akcjonariusze szacują, że cały czas muszą zapłacić fiskusowi po ok. 20-30 tys. zł.
Urzędnicy skarbówek ostro wzięli się do roboty. - Nękają nas, inaczej tego określić nie można - mówi Michał Romanowski ze Stowarzyszenia "Obrony praw nabywców akcji pracowniczych Banku Handlowego SA", które zawiązali akcjonariusze, żeby razem bronić się przed fiskusem. Romanowski otrzymuje codziennie ok. 200 e-maili od członków stowarzyszenia o tym, jak urzędnicy fiskusa chwytają się różnych sposobów, żeby zamknąć sprawę przed końcem roku. - Niektórzy podają się za świadków Jehowy, w Warszawie na jednej z klatek schodowych wywiesili informacje, że kobieta jest winna określoną kwotę fiskusowi - opowiada Romanowski.
W Zielonej Górze jest podobnie, urzędnicy wysyłają pisma pocztą a oprócz tego przychodzą osobiście do domu czy do pracy. - Nie wpuściłam ich, a oni przez dwie godziny siedzieli w samochodzie przed domem - opowiada jedna z kobiet.
Fiskus bez kozery zajmuje pensje i rachunki bankowe. Beata Kuśnierz z Warszawy kopię decyzji o zapłacie ponad 20 tys. zł otrzymała listem poleconym w poniedziałek. Wczoraj fiskus zajął jej rachunek bankowy i pensję. - Samotnie wychowuję dwójkę dzieci, a oni przed Świętami zajmują mi pensje, przecież to niegodne - mówiła wczoraj "Gazecie" - Nie dziwię się, że pani Krystyna się załamała - dodaje.
Znajomi i rodzina pani Krystyny nie mają wątpliwości. - To w stu procentach przez tę całą sprawę. Mama bardzo się tym przejmowała, próbowaliśmy jej pomóc, ale nie mogliśmy jej z tego wydobyć - mówi jej córka.
Andrzej Młodzianowski, naczelnik II Urzędu Skarbowego w Zielonej Górze zaprzecza, że prowadzi jakąkolwiek nagonkę na byłych akcjonariuszy banku - Nic z tych rzeczy, w całym kraju urzędy prowadzą normalne postępowania i nie ma powodów łączyć samobójstwa z prowadzonym przez urząd postępowaniem - mówi Młodzianowski.
Na wczorajszym pogrzebie zjawili się pracownicy Banku Handlowego. W godzinę rozpoczęcia uroczystości pogrzebowych przed Ministerstwem Finansów grupa pracowników zapaliła znicze i uczciła pamięć pani Krystyny minutą ciszy. - To tragedia trudna do opisania. Niech ministerstwo wstrzyma ten horror albo dojdzie do kolejnych - mówi Romanowski. Minister finansów Teresa Lubińska w środowym komunikacie podtrzymała jednak stanowisko, że akcje podlegają opodatkowaniu.
Ilość wyświetleń: 1188